Wisła wylała, grzechy wsiąknęły w miasto
marzenia gasną i nic po nich nie ma
nazwiska z gazet i twarze z podziemia
wciąż toczy chemia i narkotyki
Wisła wylała, grzechy wsiąknęły w miasto
marzenia gasną i nic po nich nie ma
nazwiska z gazet i twarze z podziemia
wciąż toczy chemia i narkotyki
tu wielkie plany, tam przerwane odwyki
detoksy, blokery – by nie zostać nikim
by nie zostać z niczym tu ciągłe uniki
kasyna, burdele, to najlepsze wnyki
miłość to tinder
miłość to insta
litość to zbrodnia
miłość to dziwka
myślałeś kto kur* na tym korzysta
i ilu tak żyje, choć nie chce żyć tak
kiedy upadłem na kolana. łokcie
to dalej w górę podnosiłem twarz. taa
bo jeśli mam żyć, to tylko godnie
z odrazą patrzą cna taki świat, taa
kiedy upadłem na kolana. łokcie
to dalej w górę podnosiłem twarz. taa
bo jeśli mam żyć, to tylko godnie
z odrazą patrzą cna taki świat, taa
czarne słonce unoszące się nad nami
nad domami naszych rodzin, zasadami
ciągle do przodu, a z tyłu, gdzieś przegrani
(ja idę w parze z marzeniami)
czarne słonce unoszące się nad nami
nad domami naszych rodzin, zasadami
ciągle do przodu, a z tyłu, gdzieś przegrani
(ja idę w parze z marzeniami)
jeśli masz kłopot z znalezieniem drogi
wsłuchaj się w ten tekst
skasuj życia złe nałogi
czarne słońce , tam gdzie bliki, nad głowami świeci
czas leci do przodu, widać to gdy rosną dzieci
tak samo jak wtedy, czytaj rok 2000
nie ma v motoroli, dzisiaj phonem kręcisz
stara szkoła, nowa szkoła, wszyscy mielą towar
psy i konfidenci nie zmrużają oka
hip-hop na osiedle wjeżdża jak na ławkę browar
czujesz jego smak, nieśmiertelna DIX-onowa
jedno płaczą tu w pałacach, inni ciesz asie na slumsach
praca w korporacjach kontra osiedlowa akcja
patenty na wałkach, zdrady i przekręty
łatwo tutaj zgubić drogę, wpaść w ostre zakręty
sępy w gotowości, gdy odpuścisz w walce z pechem
musisz byc w zgodzie z sobą
by żyć w realnym świecie
czarne słonce unoszące się nad nami
nad domami naszych rodzin, zasadami
ciągle do przodu, a z tyłu, gdzieś przegrani
(ja idę w parze z marzeniami)
czarne słonce unoszące się nad nami
nad domami naszych rodzin, zasadami
ciągle do przodu, a z tyłu, gdzieś przegrani
(ja idę w z marzeniami)